La Oreja de Jaime
Od kiedy pamiętam dziadek ciągnął mnie za ucho. Ciągnął bez przewinienia, skutecznie do każdego posiłku. Ucho krwawiło bezustannie i zabliźniło się wieloma warstwami cyrkularnych zwojów blizn. Do dzisiaj czuję, jak dziadzia spluwał pełną soli śliną z pimientos de padrón na moje rany, żeby przyspieszyć proces gojenia i w ten sposób otwierać ranę na nowo. To do tej knajpy zanoszone są żeńskie noworodki iberyjskie, aby ściemniały im oczy. To tu chodzą literaci i degeneraci napierdalać kuflami w takt namacalnego w powietrzu ducha umami. Moje uszy odstają przez blizny, a sprzedawcy sztucznych kwiatów na Gran Via omijają mnie szerokim uchem. Wracam codziennie do La Oreja de Jaime dawać świadectwo najlepszej knajpy kontynentu europejskiego. Miejsca pchającego w duszę pokarm, który słowami próżno opisywać. Tam czuję, jak rezonuje świat i jak tętni życie. Tętnią moje blizny. Stare małżeństwa bawią się w samolocik, nie trafiają do pomarszczonych gęb, a okruchy i tłuszcz spływają po wypłowiałych brodach. Tam śmiejesz się dławiąc chlebem. Ojciec założyciel bezustannie mieląc wykałaczkę w ustach przepowiada przyszłość w dialektach hiszpańskich znanych jedynie stałym bywalcom. Trzech mężczyzn jako trójca boska oraz kobieta oblubienica pańska obsługują ten olimpijski przybytek dając płomień. Ta kawalerka to szkoła finezji ulewania piwa i smażenia iberyjskosci. Mesjasz we własnej osobie zaprasza cię machając do kontuaru, myjąc ręce i następnie spluwając na nie do zlewu. Tam się jest. Polecajki 😍🥰😝 - Pimientos de padrón - Mollejas - Champiñón especial - Piwo żółte